Zanim ktokolwiek odpisze mi -> odgrzybianie, uzyj opcji szukaj, to prosze przeczytac do konca.
Zalozenia: Auto jest absolutnie nowe (podukowane na zamowienie, a wiec nie stalo na zadnym parkingu dlugo), użytkowane od 3.5 miesiąca, przebieg 5000 km, silnik BKD 2.0 TDI 140, klima automatik
Objawy:
Nic się nie działo, jeździłem autkiem i na długie trasy w lecie (non stop na climie) i bez klimy i w mieście. Nagle jakieś 4 tygodnie temu, pada deszcz parkuje pod sklepem. Wracamy odpalam samochod, tryb AUTO (zeby nie parowaly szyby w deszczu) i z wentylacji dobiega W JEDNEJ CHWILI przeokropny smród. Zapach taki że się prawie nie da wytrzymać we wnetrzu. Zapach przypomina jakąś odmianę zgnilizny z amoniakiem, ale jest tak bardzo silny i ostry że raczej przypomina jakiś zajzajer chemiczny.
Okej - przewentylowalem troche całość, włączałem , wyłączalem klime - cos tam ulzylo. Wylaczylem nawiew wogole. Otworzylem okna i przewietrzylem samochod.
Od tej pory przez 2 tygodnie NIC - auto nawet troszke nie zapachnialo niczym. Totalnie bez zapachu.
Nagle od kilku ostatnich dni codziennie rano (pada deszcz) schodze i na zimnym aucie odpalam, wlaczam przycisk odparowanie szyby przedniej - i bach!! -> znow ten zapach absolutnie znikąd nagle się pojawia i wali na MAXA (czuc go strasznie intensywnie nawet na niskim nawiewie).
Umawiam się w serwisie ASO, zeby to wyjaśnić. Proponuja oczywiscie odgrzybianie.
Przez kolejne dwa dni - wstaje rano i NIC SIE NIE DZIEJE - jezdze NIC SIE NIE DZIEJE.
Jade do ASO Pan proponuje mi odgrzybianie klimatyzacji . Ja oczywiscie mowie ze to absolutnie nie mozliwe aby byla zagrzybiona w 4 miesiace (do tego zapach STECHLIZNY z klimatyzacji to jedno, a to jest wogole ostry zajzareowaty zapach chlorowodoru polaczonego ze zglinizna i amoniakiem). Prosze o sprawdzenie ukladu wentylacji - moze cos tam wpadlo ? Jakies zwierze/mysz, i smierdzi - ale czemu nie stale i nie ciągle ?
Umawiamy sie ze jesli absotlunie nic nie znajdzie, zrobimy to odgrzybianie.
ASO nic nie znalazlo, zrobione odgrzybianie. (dzis)
Wyjezdzam popoludniu z aso, z nawiewu ladny mydlany zapach. Nic sie nie dzieje. Parkuje auto. Wieczorem znow wsiadam i jade, jade jade i bah-> totalnie z nikąd naraz zaczyna straszny smrod (ten sam) leciec z nawiewów. Zapach totalnie zabija (skad inad bardzo intensywny) zapach mydlany. Czuc juz tylko ten sam smród.
Tyle faktow. Teraz usiadlem z kolega i na spokojnie przeanalizowalismy mozliwosci co sie moze dziac. :
- zapach pojawia sie nagle
- jest tak intensywny ze nic naturalnego pochodzenia by go chyba nie wyprodukowalo
- zapach pojawia sie w takim samym natezeniu zarowno jak caly samochod jest super zimny (ok 5 stopni C po nocnym staniu) jak i po dlugotrwalej jezdzie przy pelnym rozgrzaniu
- zapach jest zawsze taki sam
- zapach czasami nie wsytepuje tygodniami
Uwazam ze mam jakiś wyciek plynu/gazu pod cisnieniem do ukladu wentylacji. Tylko to moze tlumaczyc to nagle pojawianie sie zapachu. Przy jakis konkretnych warunkach moze dochodzic do wtrysniecia czegos i rozpylenia sie.
Kolega mowi ze freon pachnie bardzo intensywnie zgnilymi rybami. Nie wiem jaki srodek uzywa sie w klimatyzacjach w leonie. Moze jakies zwierze przegryzlo mi dodatkowo jakis kabel? Czy jest tam co przegryzc. Dodam ze w poprzednim samochodzie mialem duzy problem z kunami ktore systematycznie przegryzaly to i tamto. Co sadzicie o takiej teorii. Czy ktos ma jakis pomysl co to moze byc.
Powiem Wam ze spedza mi to sen z powiek teraz, bo normalnie to jakis kosmos jest!?