wracałem wczoraj z Katowic do Warszawy przez jakieś wiochy i gdzieś wjechałem lewą stroną w dużą dziurę, było mocne stukniecie a następnie zwróciłem uwagę, że podczas hamowania bije mi kierownica.
no nic, dojechałem do domu.
Dziś podjechałem na stację kontroli pojazdów, diagnosta stwierdził :
-pęknięcie felgi
-rozcięcie opony
-rozerwanie manszety przegubu zewnętrznego w dodatku wyraźne stuki wewnątrz niego
-bicie tarczy hamulcowej
Zgłosiłem dziś szkodę z AC w PZU bo nie chce mi się bujać z żadnymi sprawami sądowymi z zarządcą drogi na której to się stało, a nawet nie jestem w stanie dokładnie wskazać gdzie to się stało, mam czekać - na kontakt z opiekunem sprawy.
domyślam się, że zaproponują 500zł i idź pan w uj.
Czy ktoś jest mi w stanie podpowiedzieć, jak mam prowadzić rozmowę z opiekunem, lub jakie "ekspertyzy i kosztorysy" mam załatwić, żebym nie wyszedł stratny na szkodzie?
Wiadomo, najlepiej byłoby wymienić felgę, dwie opony, komplet tarcz i klocków z przodu, możliwe, że łożysko koła oraz całą półoś, ale to są koszty obstawiam około 3tys zł za same części.
Mam drugą opcję, oddać auto do ASO i niech oni się bujają, bo mam najwyzszy wariant ubezpieczenia i prawo do naprawy w ASO, ale to jest czas, nie jestem w stanie oddać auta na 2 tyg lub miesiąc i liczyć, że może dadzą zastępcze, a może nie



