Daję tutaj wątek - mam nadzieję że trafnie.
Zacznę od tego że miałem stłuczkę nie z mojej winy. Do wymiany błotnik lewy i malowanie zderzaka. Po dostarczeniu części do ASO SEAT Kraków, zostawiłem Leona, tak przynajmniej wierzyłem, w profesjonalne ręce. Po prawie trzech tygodniach od rozstania, przyjeżdżam zniecierpliwiony na Opolską 9 ( tam mają lakiernio - blacharnię ). Samochód stoi odpicowany ale..... w gorszym stanie niż go oddawałem do naprawy
Inne odcienie lakieru ( malowany był zderzak, błotnik i dodatkowo drzwi przednie, gdyż był lekki ubytek lakieru na krawędzi od strony błotnika- czemu całe drzwi pomalowali????)
Więc teraz mam Leona w dwóch odcieniach bieli, lol. Dodatkowo zacieki na malowanych elementach, spartaczona polerka owych elementów w celu "usunięcia" wtrąceń podczas lakierowania i co najśmieszniejsze - złe spasowanie elementów.
A teraz najlepsze.
Maska została po środku wgnieciona przez jakieś ciężki przedmiot
Samochodu oczywiście nie odebrałem, dałem max tydzień na "naprawę".
I teraz pytanie. co mam robić? samochód ma 8 miesięcy. Nie widzi mi się posiadanie takiej pisanki.
Rzeczoznawca i sprawa sądowa? Czekam do piątku. Jeśli właściciel tego grajdołka GOLEMO nie będzie chciał ze mną rozmawiać w celu ugodowego załatwienia tej sprawy, to pewnie tak będzie się musiało skończyć.
Jakieś pomysły jak powinienem czy też powinna zakończyć się ta sprawa?
A miało być tak pięknie....











